Dożynki Gminne w Dygowie już 5 września. Zanim mieszkańcy spotkają się podczas tegorocznego święta plonów, zgodnie z tradycją GminaDygowo.pl przedstawia osoby, które w tym roku będą pełniły funkcję starosty i starościny dożynek. W tym roku zaszczyt ten przypadł Państwu Jackowi i Katarzynie Uglis z Dębogardu.

Dożynki to jeden z tych momentów w roku, kiedy szczególnie mocno widać związek mieszkańców gminy z rolnictwem. Za wieńcami, korowodem i dożynkowym ceremoniałem stoją jednak przede wszystkim ludzie, ich całoroczna praca, codzienne decyzje i odpowiedzialność za gospodarstwa.

Dlatego przedstawienie starosty i starościny jest już tradycją portalu GminaDygowo.pl. Chcę, aby jeszcze przed rozpoczęciem uroczystości mieszkańcy mogli poznać osoby, które będą reprezentowały lokalnych rolników podczas uroczystości dożynkowych.

Tegoroczni starostowie przyjęli tę funkcję jako wyróżnienie, ale także jako możliwość reprezentowania rolników i zwrócenia uwagi na ich codzienną, często niedostrzeganą pracę.

Odwiedziłem Państwa Uglis w ich gospodarstwie w Dębogardzie. Rozmawialiśmy o prowadzeniu gospodarstwa, zmieniających się warunkach produkcji oraz o tym, co oznacza dla nich rolnictwo.

Szanowni Państwo, może proszę powiedzieć, od jak dawna zajmujecie się gospodarką? Czy prowadzicie ją razem? W tej kwestii proszę trochę opowiedzieć o swoim gospodarstwie.

Jacek Uglis: W branży rolniczej  jestem od dzieciństwa. Wychowałem się na Dolnym Śląsku, gdzie wraz z rodzicami prowadziliśmy gospodarstwo.

Od 2003 roku jestem tutaj, na Pomorzu, gdzie zajmuję się stricte prowadzeniem gospodarstw, doradzaniem, jak również szacowaniem szkód.

Jaki areał?

Na dzień dzisiejszy moje gospodarstwo posiada 250 hektarów. Jest to w większości ziemia dzierżawiona. Swojego gruntu mamy trochę mniej.

A specjalizacja?

Na dzień dzisiejszy zajmujemy się tylko produkcją roślinną. Uprawiamy rzepak, jęczmień browarny. Od dwóch lat weszliśmy trochę w warzywa. Bardzo dużą rolę wśród warzyw zajmuje u nas cebula, którą dostarczamy tutaj do przetwórni. Stamtąd wszystko trafia na rynek zachodni.

A proszę powiedzieć, jak w dzisiejszych czasach takie gospodarowanie się opłaca?

W dzisiejszych czasach niestety gospodarowanie boryka się z dużymi problemami. A mianowicie przede wszystkim ze zmianą klimatu, na którą nie mamy wpływu.

Trzeba dywersyfikować koszty, trzeba dywersyfikować uprawy i dzielić te uprawy. Nie można się skupić na jednym gatunku czy na danej roślinie, żeby tylko ją uprawiać w gospodarstwie.

Dlatego nasze gospodarstwo jest podzielone na różne uprawy.

Wspominał Pan, że mimo tej dywersyfikacji pracuje Pan również na etacie.

Od czterech lat jestem zatrudniony na etacie w Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa,  która też jest związana z moimi zainteresowaniami, moją dziedziną i moim wykształceniem.

Na początku wspominał Pan, mówiliśmy o pewnym takim kulcie pracy. Mimo wielu zmienności i nieprzewidywalności jest Pan nauczony pracy i, jak Pan mówi, kocha Pan rolnictwo. Jak to kiedyś powiedziano: albo rolnictwo się kocha, albo się go nienawidzi. Więc na dzień dzisiejszy pozostaje dalej miłość do tego rolnictwa?

Z każdym dniem zastanawiam się, czy to jest warto, ale każdy dzień powoduje, że jednak chce się pracować w tym rolnictwie, ulepszać to rolnictwo i cieszyć się z tego, co zbieramy, na przykład później w okresie żniwnym, tak jak jest teraz.

A jak Państwo przyjęli zaproszenie do tego, żeby reprezentować gminę jako starościna i starosta? Może Pani?

Katarzyna Uglis: Było to dla nas miłe zaskoczenie i cieszymy się,  że możemy reprezentować grupę rolników, którzy chcą podziękować za tę  ciężką i trudną pracę. Dołożymy wszelkich starań aby godnie reprezentować naszą społeczność i wspólnie z Państwem świętować tegoroczne zbiory i trud pracy rolników.

Wsparcie od małżonki, jak rozumiem, również jest w tej branży?

Jacek Uglis: Wsparcie  jest ogromne ze strony mojej małżonki, bo  praca nie polega tylko na tym, że uprawia się dane pole. Większe problemy pozostają później i trzeba to wszystko zliczyć, rozliczyć, więc cała ta praca niestety przerzucona jest na moją małżonkę.  Czyli każdy wjazd na pole, każde poniesione koszty, czy to na środki produkcji, czy na nawozy, są przeliczane typowo do ceny jednostkowej.

Sprawdzamy, czy to nam się opłaca, czy się nam nie opłaca.

Czyli liczenie cały czas?

No niestety, taka branża, że trzeba liczyć, bo inaczej bez ołówka to nie będzie się zamykało. A cały czas dokładać do interesu, to też słabo.

Każdy chce pracować i za tę pracę być godnie wynagrodzony, żeby jeszcze coś zostało.

Mamy dzieci, mamy rodziny, więc też jakiś plan musimy na nich mieć.

Bardzo dziękuję za rozmowę i do zobaczenia 5 września na Dożynkach Gminnych na stadionie w Dygowie.